sobota, 18 lutego 2012

O mnie



Wirtualnamonia o sobie.
To trudne zadanie. Od trzech tygodni miotam się między napisaniem o sobie książki a stwierdzeniem: jestem jaka jestem. O czym warto wspomnieć? Jak się zaprezentować, żeby ładnie wypaść? Nie wiedziałam wtedy, nie wiem i teraz. Ale przypomniałam sobie zabawę, łańcuszek mailowy, który dotarł do mnie dobrych parę lat temu. Odpowiedziałam wtedy na kilka „z d***wziętych” pytań i zupełnie bez sensu je zachowałam. Nie wiem, na ile lektura tychże pytań i odpowiedzi przybliży Wam moją osobę, ale myślę, że jest to sposób w niczym lepszy ani gorszy od pisania o swojej rodzinie, pracy, hobby czy marzeniach, więc…

Jak brzmi twoje imię i nazwisko?
Moje imię brzmi nieźle, choć mam wrażenie, że lepiej brzmi w odniesieniu do innych, noszących je, dziewczyn. Zawsze mi się wydawało, że do mnie nie pasuje. Gwoli jasności muszę jednak dodać, że dotąd nie wymyśliłam takiego, które by do mnie pasowało, więc się nie ciskam. Poza tym na usprawiedliwienie Mamy dodam, że trudno jest tak na starcie orzec, czy ten mały łeb wystający z białego tłumoczka jest bardziej Krysio-czy Petronelopodobny.

Nazwisko mam nieciekawe i dotychczas jakoś się do niego nie przyzwyczaiłam. Swojego czasu marzyłam nawet o zamążpójściu, żeby szybko je zmienić. Na szczęście już wyzdrowiałam i dziś nie przychodzą mi do głowy takie kretyńskie pomysły.

W podstawówce ja i moja przyjaciółka postanowiłyśmy, że będziemy sławne. Chciałyśmy robić karierę – wolę udać, że nie pamiętam, jakiego rodzaju. No dobra, przyznam, że miałyśmy śpiewać (kto mnie słyszał – wie, jaki to niedorzeczny pomysł). Na dobry początek wymyśliłyśmy sobie pseudonimy artystyczne: Ja – Amanda Cindy Baker, Ona – Jessica Ross - i sumiennie ćwiczyłyśmy efektowne autografy z zawijasami. Na tym etapie nasz pęd ku sławie gwałtownie się urwał, ale do dziś pozostało mi kilka podpisanych inicjałami ACB książek.


A propos przezwisk, przypomniało mi się, jak kiedyś po przeinstalowaniu systemu, w czasie którego straciłam listę kontaktów z komunikatora, grzebałam w katalogu publicznym w poszukiwaniu utraconych numerków. Był środek nocy, ale na liście Krzyśków (tego, którego szukałam - nie znalazłam) zobaczyłam jednego dostępnego o pseudonimie Suchotnik (tak stało w informacjach o osobie!). Niespodziewanie zapałałam chęcią zagadania do niego. „Cześć Suchotniku! :)” – zagaiłam sympatycznie... Zablokował mój kontakt! Coś podobnego! Co za bezczelny typ. Później już nigdy do nikogo nie pisałam na chybił-trafił.

W jakim jesteś wieku?
W XXI… No co mam powiedzieć? Wciąż myślę o sobie „dziewczyna”, a gdy lustro próbuje mi coś innego udowodnić, mówię mu: nie piernicz!

Czy masz rodzeństwo?
Rodzeństwa nie mam. Nie boleję szczególnie nad tym faktem, ale gdybym miała, to też nie narzekałabym. Mogłabym mieć np. fajnego starszego brata, do którego przychodziliby przystojni kumple, żeby mnie zobaczyć. (Tej odpowiedzi udzieliłam kilka lat temu. Dziś kolegów starszego brata mogłabym widywać pewnie w przychodni geriatrycznej…)
Jakiego koloru są spodnie, które masz akurat na sobie?
A jakie to ma znaczenie? I skąd założenie, że akurat jestem w spodniach? Ale ok, mam spodnie. Przeważnie granatowe, na lewej nogawce okraszone zielonkawą kropką niewiadomego pochodzenia, na prawej zaś osobiście wykonałam przecudnej urody rzucik z ketchupu. Przyrzekam jednak, że nie wyjdę w nich z domu.

Jakiej muzyki słuchasz?
W tej chwili „Wish you were here” – Pink Floyd, czyli… country, jak niektórzy twierdzą.
Jakie jest Twoje ulubione zwierzątko?
Nie wiem jak się nazywa, ale jest malutkie, milutkie i mądre, poza tym śliczne (puszyste), nie brudzi, nie smrodzi, nie hałasuje, nie wywołuje alergii i nie trzeba za nie płacić podatku od posiadania. Nie trzeba go wyprowadzać na dwór, ale można, jeśli ma się na to ochotę. No i w ogóle sama radość je mieć i żaden kłopot. Że co? Nie ma takiego? Hmmmm… musi być!
Uwielbiam psy i chomiki.

Gdybyś była długopisem, to jakiego koloru?
Czerwonym, bo takim poprawia się błędy.
Co najpierw zauważasz u płci przeciwnej?
To, co ma na wierzchu. Brodę do pasa na przykład bardzo zauważam.
Cenię poczucie humoru, a odstręcza mnie cwaniactwo i nieefektowny zapach (taki eufemizm).

Masz piercing?
Już nie. Miałam kolczyk w pępku w pierwszej klasie w liceum, gdy nikt jeszcze takich rzeczy nie nosił. Wtedy to było coś. Ale wyrosłam z niego.
Masz tatuaż?
Nic mi o tym nie wiadomo.
W jaki sposób jesz Pawełka (batonik)?
Czy mogę poznać autora tych pytań? Raczej nie jadam słodyczy. Sama jestem tak słodka, że to Pawełek chciałby mnie schrupać, gdybym go dotknęła ustami.

Ulubiony sport do oglądania?
Łyżwiarstwo figurowe. Mogą być też skoki narciarskie. Tam przynajmniej faceci się nie pocą. A poważnie, to oglądam tylko boks i gale KSW. Mamed może się nawet pocić. Nic nie szkodzi ;))
Nosisz soczewki?
Nie, ale kiedyś niosłam soczewicę.

Ostatni film, jaki oglądałaś?
Dziś - kolejny raz "Man on fire". Mam jednak nadzieję, że nie był to ostatni film, który oglądałam!
Lubisz wesołe czy straszne filmy?
Na pewno nie straszne.
Twój ulubiony film?
Powoli zaczynam czuć przesyt tematem. Będzie o tym chociaż w Kocham Kino?
Nie mam jednego ulubionego. „Władca Pierścieni” mnie zachwyca, „Przyjaciele” bawią, „Bridget Jones” rozrzewnia… Mogłabym wymieniać godzinę.

Lato czy zima?
Jedno i drugie. Niekoniecznie jednocześnie.
Przytulanki czy całuski?
Komu przyszło do głowy, żeby to rozdzielać?
Czy jest osoba, przez którą wylałaś wiele łez?
Tak. I to wiele osób. Creese z „Man on fire”, gdy poświęcił swe życie dla Pity, Haldir, gdy go okrutny Uruk-hai sprzątnął z łuku, Bridget...

Gdzie chciałabyś być całowana?
Wszędzie. No może w urzędzie skarbowym niekoniecznie. Przypuszczalnie jednak autor pytania miał na myśli „w co” chciałabym być całowana. Więc od razu powiem, że nie w ****, nawet jeśli komuś proponowałam. To tylko taki zwrot grzecznościowy…
Co sądzisz o facetach?
Nie uogólniam.
Twoja ulubiona książka?
Uwielbiam "Quo Vadis" oraz wiele innych. Mogą być nawet bez obrazków. Jeszcze raz chciałabym przeczytać "Silmarillion"... już raz chciałam.

Kiedy jest twój czas do łóżka?
Gdy chce mi się spać. Od poniedziałku do piątku to przeważnie 7:30 do 15:30.
Czekolada czy wanilia?
Jeśli czekolada, to Denzel Washington. A szejk  - waniliowy.
Czy lubisz swoją pracę?
Mam ambiwalentne uczucia w tej kwestii. Jeśli kiedyś będę mogła zarabiać pieniądze robiąc to, co naprawdę lubię – będę najszczęśliwsza na świecie!

W jakim sklepie wykorzystałabyś kartę kredytową do maksimum?
Myślę, że swoje konto mogłabym wyczyścić robiąc zakupy w kiosku ruchu. Ale gdybym dysponowała jakąś grubszą gotówką, to może byłabym skłonna zrezygnować z aktualnego wystroju mieszkania w stylu rupieć & karton na rzecz kompletu normalnych mebli.

Czujecie, że już mnie znacie? Jeśli macie jeszcze jakieś pytania – zadajcie śmiało! Chętnie odpowiem… ;))


wirtualnamonia



Wirtulanamonia to także autorka cyklu Monia Daje Radę

6 komentarzy:

  1. Wirtualnamonia!! ja już Cię uwielbiam!!!! :) w chwili miastowego kryzysu z wodą dałaś mi powód do wieelkiego wybuchu śmiechuuu!!! dziękuję! buźka!

    OdpowiedzUsuń
  2. wirtualnamonia20 lutego 2012 12:14

    Martussa, jakże się cieszę! :))
    Koniecznie daj znać, jeśli znów Wam cokolwiek wysiądzie - natychmiast coś napiszę!

    Buźka! :)))

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja tam myślę, że lepiej żeby Martussy nic nie wysiadało i żeby czytała nas dla rozrywki a nie w stanie kryzysowym.
    Jak tam, macie już tą wodę?

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja!Ja!Mam pytanie...gdybyś miała być zmysłem to którym?? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wirtualnamonia27 lutego 2015 11:14

      Szóstym, oczywiście ;)
      A z tych pięciu, to zmysłem powonienia. Nie jest prawdopodobnie najważniejszy, ale najbardziej... zmysłowy. :) Uwielbiam zapachy (w odróżnieniu od zaduchów) :)

      Usuń